Gama SUV-ów Dodge jest dziś wąska, ale bardzo charakterystyczna. W praktyce marka opiera się na dwóch zupełnie różnych autach: dużym, trzyrzędowym Durango oraz mniejszym Hornetem, który był pomyślany jako bardziej miejski crossover. W tym tekście pokazuję, czym te modele się różnią, który ma sens dla rodziny, a który dla kierowcy szukającego lżejszego wejścia do świata Dodge'a.
Najważniejsze informacje o SUV-ach Dodge w 2026 roku
- Durango to dziś najważniejszy SUV w gamie Dodge, bo łączy trzy rzędy siedzeń, duży bagażnik i mocne silniki V6 oraz V8.
- Hornet jest mniejszym CUV-em i bardziej miejską alternatywą, ale w 2026 jego nowa produkcja i dostępność są niepewne.
- Jeśli priorytetem jest przestrzeń, holowanie i V8, Durango ma wyraźną przewagę.
- Jeśli liczy się zwrotność i mniejszy gabaryt, Hornet był bardziej kompaktowym wyborem, choć z ograniczoną praktycznością z tyłu.
- W Polsce przy takich autach trzeba patrzeć nie tylko na cenę zakupu, ale też na import, serwis, części i późniejszą eksploatację.
- Na rynku wtórnym nadal pojawiają się starsze Journey i Nitro, ale to już propozycje dla bardzo świadomych kupujących.
Jak dziś wygląda oferta SUV-ów Dodge
Patrząc na gamę Dodge w 2026 roku, widzę właściwie jeden pewny filar i jeden model z niepewną przyszłością. Durango pozostaje pełnoprawnym SUV-em marki, a Hornet nadal pojawia się w materiałach Dodge, ale jego rocznik 2026 był przynajmniej opóźniony, więc nie traktowałbym go jak oczywistego nowego zakupu z salonu.
To ważne rozróżnienie, bo Dodge nie buduje dziś szerokiej rodziny SUV-ów. Jeśli ktoś pyta o starsze modele, najczęściej trafia też na Journey albo Nitro, ale to już rynek wtórny i zupełnie inny etap historii marki. Skoro wiadomo już, co realnie jest w grze, czas przejść do auta, które naprawdę definiuje obecny obraz Dodge'a.
Dodge Durango nadal jest największą grą marki
Na oficjalnej stronie Dodge Durango występuje dziś jako pełnowymiarowy SUV z trzema rzędami siedzeń. To nie jest klasyczna terenówka na ramie, tylko konstrukcja samonośna, czyli unibody, a to w praktyce oznacza bardziej samochodowe prowadzenie i trochę mniej brutalny charakter niż w dużych autach robionych pod ciężką robotę.
| Wersja | Silnik | Moc i osiągi | Dlaczego ma sens |
|---|---|---|---|
| GT | 3.6 V6 | 295 hp, ok. 0-97 km/h w 7,4 s | najbardziej cywilny start, w USA od 38 995 USD |
| GT HEMI V8 | 5.7 V8 | 360 hp, ok. 0-97 km/h w 6,2 s | więcej charakteru i lepszy moment |
| R/T 392 | 6.4 HEMI V8 | 475 hp, ok. 0-97 km/h w 4,4 s | najlepszy kompromis między osiągami a użytecznością |
| SRT Hellcat Jailbreak | supercharged 6.2 HEMI V8 | 710 hp, ok. 0-97 km/h w 3,5 s | maksimum emocji, cena startowa 80 990 USD |
Warto pamiętać, że to ceny i dane z rynku amerykańskiego, więc nie pokazują pełnego kosztu zakupu w Polsce. Różnica między 38 995 USD za GT a 80 990 USD za Hellcata dobrze jednak pokazuje, jak szeroko rozciąga się ta gama. W praktyce najbardziej rozsądny jest GT z 3.6 V6, ale to dopiero 5.7 HEMI nadaje Durango ten charakter, za który ludzie naprawdę go kupują. R/T 392 z 6.4 HEMI jest już bardzo mocnym kompromisem między osiągami a użytecznością, natomiast Hellcat Jailbreak to wersja pokazowa, która bardziej eksponuje możliwości marki niż codzienny rozsądek.
Na tym tle dobrze widać też, jak Dodge buduje swoje skróty. R/T oznacza Road/Track, a SRT to Street Racing Technology, czyli najwyżej zawieszona półka performance. Dodge dorzuca do tego również personalizację, bo w Hellcat Jailbreak można zbudować auto z ponad 6 milionów kombinacji za 995 dolarów dopłaty. Jeśli patrzę na Durango z perspektywy rodziny, holowania i długich tras, to właśnie ten model daje mi najwięcej spokoju. Jeśli patrzę na spalanie, obraz jest już mniej romantyczny, bo oficjalne dane EPA mówią o 20 mpg dla V6, 16 mpg dla 5.7 HEMI i 12 mpg dla Hellcata. W tłumaczeniu na polski: to nie jest SUV dla kogoś, kto liczy każdy litr paliwa. Kolejny krok to Hornet, czyli zupełnie inne podejście do tego samego logo.
Dodge Hornet jest mniejszy, ale bardziej miejski
Hornet to compact utility vehicle, czyli w praktyce kompaktowy crossover, który miał dać Dodge'owi bardziej dostępne i lżejsze wejście do segmentu. GT ma 2.0-litrowy turbodoładowany silnik Hurricane4, 268 hp, 295 lb-ft momentu, standardowy napęd AWD i 9-biegowy automat. Wersja R/T idzie dalej, bo jako PHEV oferuje 288 hp, 383 lb-ft, 0-60 mph w 5,6 s, a do tego tryby Hybrid, Electric i E-Save.
To auto ma też kilka rzeczy, które robią wrażenie na papierze: 12,3-calowy cyfrowy zestaw wskaźników, 10,25-calowy ekran z Uconnect 5, a w R/T dodatkowy PowerShot, który przez 15 sekund dorzuca 30 hp. W wersji hybrydowej można przejechać około 32 mile na samym prądzie, czyli mniej więcej 52 km, a łączny zasięg wynosi do około 360 mil, czyli mniej więcej 580 km. To są dane EPA, więc nie porównywałbym ich 1:1 z europejskim WLTP.Hornet ma jednak ważne ograniczenie, którego nie widać na zdjęciach. Tylny rząd i bagażnik nie są tak obszerne, jak sugeruje agresywna stylistyka, a w 2026 jego status zakupowy jest niepewny. Na oficjalnych materiałach Dodge Hornet funkcjonuje dziś jako model roku 2025, ale przy zakupie trzeba patrzeć bardzo konkretnie na dostępność, pochodzenie i to, czy mówimy o egzemplarzu nowym, czy raczej o końcówkach stocku albo rynku wtórnym. Po tym opisie najlepiej zestawić oba auta obok siebie.
Durango i Hornet w praktyce wyglądają zupełnie inaczej
Gdy stawia się je obok siebie, różnica przestaje być marketingowa, a staje się bardzo konkretna. Durango jest autem do większej rodziny, długich tras, holowania i wyjazdów z bagażem, Hornet był bliżej codziennego, miejskiego crossovera, z mocnym akcentem na styl i osiągi. Ja patrzę na to tak, że oba modele mają sportowy charakter, ale tylko jeden z nich naprawdę daje pełną funkcjonalność SUV-a.
| Cecha | Durango | Hornet |
|---|---|---|
| Segment | Pełnowymiarowy SUV | Kompaktowy CUV, czyli crossover |
| Przestrzeń | Do trzech rzędów siedzeń, ponad 50 konfiguracji | 5 miejsc, ciaśniejszy tył |
| Napęd i moc | V6 i V8, od 295 do 710 hp | 2.0 turbo lub PHEV, 268 lub 288 hp |
| Holowanie | Do 8 700 lb, czyli około 3,95 t | Nie jest jego główną rolą |
| Zachowanie w mieście | Duży, ciężki, mniej wygodny w ciasnych ulicach | Łatwiejszy na co dzień |
| Status w 2026 | Pewny filar oferty | Niepewna produkcja nowego rocznika |
Jeśli miałbym wskazać prostą regułę, powiedziałbym tak: Durango wybiera się głową i sercem, Horneta głównie sercem, ale z większą dozą ostrożności. To prowadzi już wprost do pytania, co z takimi autami zrobić w Polsce, gdzie liczy się nie tylko sam model, ale też droga do rejestracji i utrzymania.
Co ma znaczenie przy zakupie w Polsce
W polskich realiach największy błąd polega na patrzeniu wyłącznie na cenę z amerykańskiego cennika. Przy Dodge'u trzeba doliczyć transport, ewentualną adaptację do lokalnych wymogów, koszty rejestracji, serwisu i tego wszystkiego, co pojawia się między ogłoszeniem a jazdą na co dzień. Nie podaję tu jednej magicznej kwoty, bo finalny rachunek zależy od rocznika, pojemności, stanu auta i źródła zakupu, ale jedno jest pewne: różnica między ceną katalogową a kosztem pod klucz bywa bardzo duża.
- Przy Durango sprawdziłbym historię serwisową, stan hamulców, opon i zawieszenia, bo ciężki, mocny SUV zużywa te elementy szybciej niż zwykłe auto rodzinne.
- Przy Hornet PHEV zweryfikowałbym ładowanie, pracę trybów jazdy i kondycję baterii, bo hybryda plug-in bez pełnej dokumentacji potrafi zaskoczyć kosztami.
- W obu przypadkach patrzyłbym na dostępność części i warsztatu, który zna Stellantis i amerykańskie odmiany tych modeli.
- Jeśli auto ma jeździć po mieście, sprawdziłbym szerokość parkingów i codzienną wygodę parkowania, bo szczególnie Durango łatwo okazuje się większe, niż sugeruje zdjęcie w katalogu.
- W przypadku importu zwróciłbym uwagę na oświetlenie, dokumenty i zgodność wyposażenia, bo to drobiazgi, które potrafią opóźnić rejestrację bardziej niż sam zakup.
Najuczciwiej patrzeć więc nie na logo Dodge, tylko na to, ile kosztuje cały cykl życia auta. Właśnie dlatego nie każdy mocny SUV jest dobrym wyborem dla każdego kierowcy, a kolejny krok to modele starsze, które nadal przewijają się na rynku wtórnym.
Starsze modele, które nadal trafiają na rynek wtórny
Jeśli ktoś szuka Dodge'a z nadwoziem SUV, ale nie chce wchodzić w obecne ceny nowej gamy, zwykle kończy na rynku wtórnym. Najczęściej przewijają się tam Journey i Nitro, czasem też starsze generacje Durango. To już auta z poprzedniego etapu myślenia o marce, mniej wyrafinowane technologicznie, ale za to często tańsze i prostsze w zrozumieniu.
Journey był bardziej rodzinny i praktyczny, Nitro miało wyraźniejszy styl, ale nie zdobyło tak szerokiej pozycji jak konkurenci, a starsze Durango trzeba oceniać bardzo egzemplarzowo. W tym segmencie naprawdę kupuje się stan konkretnego auta, a nie sam emblemat na grillu. Dobrze utrzymany egzemplarz może dać sporo frajdy, ale zaniedbany szybko zamienia się w kosztowny projekt.
Dlatego przy starszych Dodge'ach nie pytałbym najpierw o moc, tylko o dokumentację, naprawy blacharskie i jakość obsługi serwisowej. To właśnie tam najczęściej rozstrzyga się, czy zakup będzie udany, czy tylko efektowny na pierwszy rzut oka.
Na co patrzę, gdy wybór ma być naprawdę trafiony
Gdy patrzę na SUV-y Dodge bez marketingowego szumu, wniosek jest prosty. Durango to dziś najbardziej kompletna odpowiedź marki na pytanie o mocny, rodzinny SUV, a Hornet był ciekawą próbą wejścia w mniejszy segment, ale z wyraźnie bardziej niepewną pozycją w 2026 roku. W polskich warunkach wygrywa nie ten model, który robi największe wrażenie na papierze, tylko ten, do którego naprawdę pasują budżet, serwis i styl użytkowania.
Jeśli miałbym zacząć od ogłoszeń, sprawdziłbym najpierw Durango z rozsądnie dobranym silnikiem, a dopiero potem szukałbym Horneta lub starszych modeli na rynku wtórnym. W tym segmencie najwięcej błędów bierze się z mylenia emocji z praktyką, a właśnie tego przy Dodge'u warto uniknąć najbardziej.